sobota, 15 lipca 2017

Die Walküre, 21 maja, Wiener Staatsoper

Za chwilę startuje festiwal wagnerowski w Bayreuth, którego w tym roku z racji doskwierającego braku czasu niestety nie będę mógł śledzić. Kto z państwa będzie będzie podsłuchiwał bądź też podpatrywał tegoroczne zmagania na Zielonym Wzgórzu, temu proponuję zwrócić uwagę na "Walkirię", w której rolę Zyglindy zaśpiewa Camilla Nylund.

Rolę tę Finka śpiewa od czterech lat, debiutowała w Wiener Staatsoper i w maju wróciła na wiedeńską scenę właśnie w kreacji Walkirii. To, co zobaczyła wiedeńska publiczność, musi rozbudzić apetyty melomanów czekających na Tetralogię w Bayreuth. Krystaliczny, zmysłowy, silny sopran, w którym tu i ówdzie spostrzec bądź dosłyszeć można rys cierpienia. Nylund przygotowała Zyglindę starannie w najdrobniejszych szczegółach. Precyzyjna jest nie tylko wokalnie, ale też aktorsko. Tu zresztą pochwała należy się reżyserowi Svenowi-Ericowi Bechtolfowi, który potraktował z należnym szacunkiem libretto. Można odnieść wrażenie, że prowadzeni przez Bechtolfa soliści wiernie oddają nie tylko zamysły wagnerowskiego tekstu. Działania sceniczne współgrają bowiem z warstwą muzyczną. Narzekanie na reżyserów nie znających partytur stało się chlebem powszednim. A tu Sven-Eric Bechtolf najwyraźniej daje dowód, że odrobił lekcję z leitmotivów "Pierścienia".
Szacunek do libretta nie oznacza, że na scenie zobaczymy scenografię rodem z początków zeszłego stulecia, kiedy to królował przepych i moda na baśniowe kreacje. "Walkiria" Bechtolfa dzieje się w scenerii uniwersalnej, bez konkretnego umiejscowienia czasowego. Realizatorom bliżej do swoistego minimalizmu, ascezy, którą ożywia wprowadzenie pojedynczych elementów (martwy wilk, efektowny płaszcz Fricki z pawich piór, włócznia i ciemny oczodół Wotana). Niestety niekiedy owa sceniczna oszczędność sprawia, że akcja miejscami wydaje się zbyt statyczna. Najciężej chyba przebrnąć przez akt trzeci, w którym nawet czar ognia nie wypada specjalnie efektownie. Owszem, wyświetlające się na końskich figurach płomienie są bardzo plastyczne, ale efekt wizualny jest świeży tylko przez chwilę. Zdecydowanie ciekawiej realizatorzy zaprojektowali dworzyszcze Hundinga w akcie pierwszym i Walhallę w akcie drugim.

Wspomniana Camilla Nylund miała też u swego boku wspaniałych partnerów. Petra Lang to wreszcie Brunhilda, której nie można nic zarzucić. Przyznam, że zaskoczyła mnie niezwykle śmiałym, brawurowym wejściem w sławnym Hojotoho. Wcześniej znałem ją raczej z dokonań mezzosopranowych. Niski rejestr śpiewaczka ta ma rzeczywiście imponujący, ale jak się okazuje górna część skali nie sprawia jej również żadnych kłopotów.

Miło mi było usłyszeć w Wiedniu również mojego ulubionego tenora wagnerowskiego. Roberta Deana Smitha można powoli zaliczać do weteranów, a jednak możliwości głosowe Amerykanina wciąż predysponują go do śpiewania najbardziej bohaterskich ról niemieckiego repertuaru. Rywal Zygmunta - Hunding dostał się z kolei śpiewakowi bardzo młodemu. Ale wiek nie przeszkodził Jongminowi Parkowi w stworzeniu przejmującej, miejscami elektryzującej czy wręcz demonicznej postaci. Nie zawiódł wreszcie Wotan. To rola niezmiernie trudna - zwłaszcza pamięciowo - dlatego zawsze podziwiam śpiewaków, którzy potrafią ją przygotować wprost bezbłędnie, tak jak to uczynił Thomas Johannes Mayer. Tego śpiewaka również usłyszy widownia tegorocznego Bayreuther Festspiele. Mayer zaśpiewa tam jednak tylko Wędrowca w "Zygfrydzie".

klip: Camilla Nylund w repertuarze pieśniarskim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz